Na 11 kwietnia 2017 r.

 „Życie to nie jest to jak się czujesz, ale jak żyjesz.”
  Piet Hein (duński poeta)

Drodzy Czytelnicy! 
                                                            


Jak pewnie wszyscy pamiętamy, 11 kwietnia jest to Dzień Parkinsonisty

Jak Dzień - to święto, ale co świętować? Własne nieszczęście? Jakoś dziwnie.
To może upić się z rozpaczy? Banalnie i niezdrowo. A może coś innego?
Przecież na poprawę samopoczucia nic tak dobrze nie robi, jak odniesiony sukces.

    
    Wymieńmy więc nasze sukcesy:

1. Ponad 20 lat temu powstało Stołeczne (dziś Mazowieckiego) Stowarzyszenia Osób z Chorobą Parkinsona. To już 22 lata działalności.

2. Wydajemy biuletyn „Parkinson" - co prawda z przerwą, ale już 20 lat.

3. Po utworzeniu naszego stowarzyszenia na terenie kraju powstało blisko 20 stowarzyszeń regionalnych i dwie fundacje.

4. Naszą stałą siedzibę od 17 lat mamy pod tym samym adresem, przy ul. Wołoskiej 17.

5. Mamy „stały” adres tymczasowy na końcówkę lata - przez siedem kolejnych lat nadmorskie Dźwirzyno
i O.W. „Rybitwa” to nasze miejsce do spędzenia razem turnusu integracyjno-rehabilitacyjnego. Jak napisał w swoim limeryku „Jergol”:

Bo w Dźwirzynie po sezonie nie myślą o Parkinsonie,

Ale żaden szef ośrodka też nie chciałby być w ogonie.

Zerkają w przyszłoroczne kalendarze, 

Czy w sierpniu będą już „nasi laskarze”?

Nam bez różnicy: w szpicy czy ogonie, aby to było - na natury łonie.

6. Mamy stałe miejsce spotkań. Wzmocnieni nadmorskim klimatem i rehabilitacją wracamy  do gościnnego ŚDS „Pod Skrzydłami” na Ochocie. To od siedmiu lat lokum naszych cotygodniowych spotkań na herbatę, wymiany zdań i poglądów, informacji, bólów, na rozmowę, której w dzisiejszym pędzącym świecie wszystkim nam brakuje. Ale nie tylko siedzimy, gadamy, tutaj również ćwiczymy: tańce w kręgu (to już szósty rok) czy też ostatnio aerobik; a od niedawna próbujemy także lekcji tanga.

    Aż trudno uwierzyć, zwłaszcza nowym osobom w naszym stowarzyszeniu, że kiedyś mogliśmy spotykać się ledwie raz w miesiącu z przerwą wakacyjną. 

7. Utrwaliła się już tradycja wspólnych ćwiczeń logopedycznych. Od pięciu lat mgr Henryka Tomalczyk przyjeżdża do nas w sobotnie poranki; ostatnio spotykamy się w sali pod patronatem św. Cecylii, u przyjaznego nam proboszcza parafii św. Jakuba. 

Co drugą sobotę myślimy już od rana,

          co też wymyśli dziś Henia kochana.

Znów – pstryk! a ciemność jest niezbędną,

Kupić „Filipsa” – energooszczędną.

Są tacy co pilnują: - by choć jedna żarówka była – „osrama”.

„Jergol”

Logopedia, logopedia

Mówią o niej różne media,

A najmilsza i najzdrowsza

Jest logopedia parkinsonowska

z Mazowsza 

Na jej czele stoi Henia T.,

Która najlepiej wie


Jakich trzeba użyć sztuczek,

Żeby gadał dobrze

Każdy parkinsoniczek.

.............  (Jadwiga Bińczycka)

Szczęśliwa siódemka? 

Czy lista sukcesów już skończona?


Opracowanie*: Leszek Dobrowolski, kwiecień 2017 r.

 * W tekście wykorzystano fragmenty art. wstępnego biuletynu „Parkinson” Nr 2/14/’00



<<< Powrót
©2017 Mazowieckie Stowarzyszenie Osób z Chorobą Parkinsona        powered by ParkinsonFundacja.pl